Po kilku spotkaniach na wyjeździe, czas rozegrać mecz na własnym boisku. Nie udało się przedłużyć passy zwycięstw, bowiem BKS podzielił się punktami z Wisłą Puławy.
Mecz do jednej bramki. Tak można określić naszą potyczkę z Wisłą Puławy. Wynik kompletnie nie odzwierciedla tego co działo się na boisku. To BKS dominował od początku spotkania. Składne i dynamiczne akcje oraz seryjnie marnowane znakomite okazje do zdobycia bramki. Jeden rzut wolny, jeden rzut rożny i dwa razy niegroźne dojścia pod nasze pole karne, oraz nieliczne próby kontrataku rozbijane przez naszych obrońców - na tyle w tym dniu było stać drużynę gości. To, że tego meczu nie przegrali mogą zawdzięczać ogromnemu szczęściu, swojemu bramkarzowi oraz naszej niemocy strzeleckiej. Żeby wygrać mecz, piłka musi wpaść do bramki; tak jak na rybach - liczy się to co w sieci. Niestety mieliśmy z tym duży problem. Wiele zmarnowanych sytuacji, w których trzeba było tylko dostawić nogę, aby piłka wpadła do bramki, słupek, poprzeczka, piłka wybijana przez obrońców prawie z linii oraz mnóstwo strzałów z okolic 5-10 metra (również głową po rzutach rożnych), które jakimś cudem mijały bramkę Wisły lub trafiały prosto w bramkarza. Niestety tak czasami bywa, a ten mecz i wszystko co się w nim działo to już historia. Przed nami dwa ostatnie mecze w sezonie. Za tydzień w niedzielę w Świdniku z Avią oraz 17 czerwce (piątek) u siebie z PN Motor lublin (1999).
BKS Lublin - Wisła Puławy 0:0
BKS LUBLIN: Kurek - Szadkowski, Sieńko, Czajka, Kołodziejski - Mietelski, Świderek, Witkowski, Pelak - Kapczuk, Chudy. Ponadto zagrali: Sikora, Sanudenko, Rajch, Nowak, Kasperek, Żuchowicz. W kadrze meczowej był jeszcze: Goleń.















































